RECENZJA

Oto jaką fabułę wykombinował Durrenmatt:
Alfredo Traps, 45 lat, przedstawiciel handlowy w branży tekstylnej, wraca do domu.
Zwykły, przeciętny człowiek – trochę dobry, ale za uszami swoje ma.
Niespodziewanie psuje mu się samochód. Traps postanawia przenocować w pobliskiej wiosce – rano jego samochód ma być gotowy do odbioru.
Organizuje sobie nocleg w starszego pana, zadowolony że ten nie chce nic w zamian.
Wieczorem do domu gospodarza przybywają w odwiedziny jego emerytowani koledzy, walczący z rutyną starczego życia.
Co się okazuje ?
Grupa seniorów to były adwokat, prokurator, obrońca i kat. Spotykają się regularnie i odtwarzają słynne procesy sprzed lat. A w zasadzie – odgrywają je, z podziałem na role. Dyskutują, ferują własne wyroki, a wszystko przy suto zakrapianym stole.
Traps zostaje wciągnięty w zabawę, zostaje oskarżonym w procesie-na-niby.
Początkowo twierdzi że nie popełnił w swym życiu żadnej zbrodni. Pod naporem pytań prokuratora, wybornych potraw i lejącego się bez przerwy alkoholu, coś w nim pęka i zaczyna snuć opowieść pozbawioną wszelkich skrupułów.

Przedziwny konglomerat, pełen kontrastów. Emeryci wiwatują, ekscytują się, bratają z Trapsem, a jednocześnie wyciągają z niego kolejne niepokojące szczegóły, w celu wydania sprawiedliwego wyroku.
Sam Traps chichocze razem z nimi, droczy się, ale serdeczna atmosfera, tony jadła i wyborny alkohol powodują iż Traps uwalnia się, wznosi jakby ponad siebie. Z innej perspektywy obserwuje swoje uczynki i wkrótce pod płaszczem orgiastycznej wesołości pojawia się rysa a w Trapsie zaczyna kiełkować niepokój.
Przestawiają się bieguny moralności i sumienia – pod naporem oskarżeń Alfredo pęcznieje z dumy, krytykuje swego obrońcę, próbującego usprawiedliwić jego uczynki.
Nie zdradzę oczywiście jak się ta historia kończy, ale powiedzieć mogę jedno: Durrenmatt znowu dał czadu.
Rozważania na temat winy, sumienia, kary i biurokracji, podane w lekkiej formie.
Zdradzasz żonę lub męża ? Ukradłeś ? Oszukałeś bliskiego ?
Przeszedłeś nad tym uczynkiem do porządku dziennego ?
Alfredo Traps zrobił dokładnie tak samo. Może warto sprawdzić jak się zakończyła jego historia ?
Durrenmatt nie pisze o nim, on pisze o każdym z nas.

Kawał wyśmienitej prozy.

Leave a comment