BRUNO SCHULZ – Sklepy Cynamonowe // Sanatorium pod Klepsydrą

 

 

str. 349
Wydawnictwo Literackie, 1957
Długość recenzji: 776 słów

 

NAJLEPSZE OPOWIADANIA:
„Sanatorium pod Klepsydrą”
„Emeryt”

 

Cóż takiego skłoniło mnie by zakraść się do prozy Schulza – nie potrafię sobie przypomnieć. Wiem tylko że uczyniłem to z wielką – przesadną być może – atencją, szacunkiem i nieśmiałością. Efektem ubocznym takiego podejścia było podniesienie poprzeczki moich oczekiwań na naprawdę wysoki poziom.

Edzio

Z perspektywy czasu widzę, że sam byłem sobie winien. Wepchnąłem się do narożnika , błagając o litość i potulnie czekając na ciosy, jak Gołota u szczytu formy. Schulz to wykorzystał – obfite zdania i kwieciste metafory zaatakowały mnie znienacka, nokautując niczym soczysty uppercut w Mortal Kombat.
Mimo to, leżąc już na semantycznych deskach, nie poddawałem się i brnąłem w cynamon ile tylko sił.
Był to niestety kolejny błąd, bo docierając do końca książki czułem się wyczerpany.

Na styl Schulza nie jest łatwo się przestawić. Chwila nieuwagi i już po Tobie.

To zupełnie inne pisanie niż współczesna literatura. Dlatego też „Sklepy cynamonowe” były dla mnie trudne. O wiele łatwiej natomiast poszło z „Sanatorium pod klepsydrą”, gdyż wiedziałem już czego się spodziewać. Inna sprawa, że „Sanatorium..” jest dojrzalsze i…. po prostu lepsze.

W obu wydawnictwach są oczywiście słabsze momenty….co nie zmienia faktu, że opowiadania Schulza to stylistyczne El Dorado.

Tytułowe opowiadanie to prawdziwy majstersztyk z dusznym klimatem, pełnym tajemnic i niedopowiedzeń małym miasteczku, do którego przybywa główny bohater – Józef – by odwiedzić swego ojca, umieszczonego w tytułowym Sanatorium. Już sam opis podróży wprowadza nieznośną atmosferę : pusty pociąg, zabłąkany konduktor z białymi oczami. Później jest jeszcze lepiej: szary krajobraz, mieszkańcy miasteczka tracący kontrolę nad czasem , wiecznie zaspani…. Otóż to: w Sanatorium, zarządzanym przez tajemniczego doktora Gotarda, cofnięto czas, który spóźnia się o pewien interwał. W wyniku tego zabiegu śmierć, która dosięgła ojca Józefa w jego ojczyźnie, tutaj jeszcze nie doszła do skutku. Próbka klimatu:

„Stosunki w Sanatorium stają się z każdym dniem nieznośniejsze. Trudno zaprzeczyć, że wpadliśmy po prostu w pułapkę. […]. Nikt nie troszczy się o nasze potrzeby. Od dawna stwierdziłem, że przewody dzwonków elektrycznych urywają się zaraz nad drzwiami i nigdzie nie prowadzą. Służby nie widać. Korytarze pogrążone są dzień i noc w ciemności i ciszy. Mam silne przekonanie, że jesteśmy jedynymi gośćmi w tym sanatorium i że tajemnicze i dyskretne miny, z jakimi pokojówka zaciska drzwi pokojów, wchodząc lub wychodząc, są po prostu mistyfikacją.”

Dodam jeszcze, że przy budynku Sanatorium znajduje się opuszczona psia buda, niepokojąco dużych rozmiarów……
Tytułowe opowiadanie z „Sanatorium pod Klepsydrą” jest więc wyśmienitym literackim kąskiem na pograniczu horroru i groteski, a jednocześnie stanowi interesujące studium na temat manipulacji czasem, okopcone oparami absurdu i lepkiego niepokoju.

Z czego więc składa się Schulz ?

Z metafor i naprawdę gęstej językowej tkanki, perwersyjnego wręcz uwielbienia dla pór roku (szczególnie wiosny i jesieni), ukrytego erotyzmu, całkowicie odjechanych motywów

(ojciec przemieniający się w kraba, manipulacje czasem, topos manekinów itp.), wynaturzonych ludzi (ciotka Agata – „Wielka i bujna, o mięsie okrągłym i białym”, Edzio ze zwyrodniałymi i bezkształtnymi nogami, upośledzony Dodo).

 

Bruno Schulz

Ileż tajemnic kryje w sobie schulzowska lektura! Wspomniane w jednym z opowiadań Anna Csillagg i Magda Wang – czy naprawdę istniały ? Czy włosy Anny były rzeczywiście tak długie ?

O Tłuji:
„Twarz jej jest kurczliwa jak miech harmonii. Co chwila grymas płaczu składa tę harmonię w tysiąc  poprzecznych fałd, a zdziwienie rozciąga ją z powrotem, wygładza fałdy, odsłania szparki drobnych oczu i wilgotne dziąsła z żółtymi zębami pod ryjowatą, mięsistą wargą.”

Cudo ! 🙂

 

O psie (Nemrodzie):
„Dominantą jego nastroju była jakaś nieokreślona i zasadnicza żałość, sieroctwo i
bezradność – niezdolność do zapełnienia czymś pustki życia pomiędzy sensacjami posiłków. Objawiało się to bezplanowością i niekonsekwencją ruchów,irracjonalnymi napadami nostalgii z żałosnym skomleniem i niemożnością znalezienia sobie miejsca”.

Takie opisy to prawdziwe perełki – niestety, jest ich zbyt wiele i znajdują się zbyt blisko siebie, przez co bledną i gaszą się nawzajem.

I choć lektura to niełatwa – obfituje w wiele wyśmienitych momentów, w których autentycznie można się zatracić, smakując każde pojedyncze słowo jak najlepsze danie. Schulza nie trzeba lubić, ani nawet cenić – ale poznać wypada.
Tylko ostrożnie z lekturą – można się upić słowami. Ich nadmiar i wybujałość może spowodować zawroty głowy.

Pierwszy raz doświadczyłem takiej pijackiej, nieskrępowanej euforii od przeczytania kilku zaledwie (czasem nawet jednej !) stronicy książki.

Aaa…..byłbym zapomniał o drohobnym szczególe – wydanie jest wzbogacone ilustracjami Schulza – a był on nie tylko pisarzem, ale i

Dodo

 świetnym rysownikiem , nauczycielem rysunku. Ilustracje nadają dodatkowej głębi, niepokoją, intrygują – są naprawdę dobre.

PS. Schulz to temat-rzeka, kiedyś napiszę może o nim więcej. Dlaczego tragicznie zginął ? Dlaczego nie ożenił
się, mimo okresu narzeczeństwa? Czy był kochankiem Zofii Nałkowskiej ? Dlaczego podpisał przekład „Procesu”
Kafki swoim nazwiskiem, chociaż to nie on go przetłumaczył ? Kim była Egga van Haardt ?
Zachęcam do własnego śledztwa  🙂

 

 

Mapa rysunków i innych plastycznych prac Schulza
http://www.brunoschulz.org/ilustracje.html

Przykładowa galeria
http://www.malarze.com/plartysta.php?id=244&l=pl

Kobiety Schulza (bardzo ciekawa lektura, polecam!)
http://www.projektszpilki.pl/biografie.php?lang=pl

Skomentuj



admin

8 miesięcy ago

Visitor Rating: 8.5/10

ZAPISZ SIĘ

...aby dostawać informację o najnowszych recenzjach. Żadnych spamów.

Statystyki

Archiwa